Rimmel Wake Me Up - rozświetlający podkład oraz maskara, moja opinia.

Witajcie!


Ostatnio nieco zaniedbałam bloga. Niestety mam teraz dużo nauki przez zaliczenia i egzaminy, przez co nie mogę poświęcać się blogowaniu na tyle, ile bym chciała. Obiecuję niebawem to nadrobić :)
Dziś przychodzę do Was z recenzją. Wiecie, że zostałam wybrana Inspiratorką Rimmel Wake Me Up, więc pora wypowiedzieć się na temat testowanych przeze mnie podkładu i tuszu do rzęs. Zapraszam :)





Zacznę może od maskary Wonder'Full Wake Me Up.




Podoba mi się jej opakowanie. Zielone z pomarańczowymi napisami, pięknie błyszczy. Pojemność 11 ml, kolor 001 Black.

Według producenta, tusz dzięki witaminom i ekstraktowi z ogórka sprawia, że rzęsy są odżywione, a szczoteczka pogrubia, podnosi i rozdziela rzęsy bez gródek, dając efekt otwartego oka.

Mimo codziennego używania, nie zauważyłam jakiejś spektakularnej zmiany i odżywienia moich rzęs. Może maluję się nim za krótko, nie wiem. 
Produkt przepięknie pachnie. Zapach jest intensywny, ogórkowy za sprawą jego ekstraktu w składzie.




To, co również mnie zainteresowało to niesylikonowa szczoteczka, a dokładniej jej kształt. Dla mnie jest bardzo wygodna, precyzyjnie i równomiernie nakłada produkt. Tutaj zapewnienia producenta sprawdzają się w 100%. Rzęsy faktycznie są pogrubione i uniesione. Nie sklejają się, są rozdzielone i bez gródek. Tusz nie rozmazuje się ani nie kruszy. Oko wygląda bardzo ładnie i naturalnie. Śmiało stwierdzam, że jest to aktualnie mój ulubieniec. 

Czego chcieć więcej? ;)

A jak sprawia się podkład Rimmel Wake Me Up?






Produkt zamknięto tradycyjnie w szklanym opakowaniu o pojemności 30 ml, z plastikową pompką i zatyczką w kolorze pomarańczowym. Wystarczy jedno naciśnięcie, aby dostać ilość wystarczającą na pokrycie całej twarzy. Z boku opakowania mamy logo marki umieszczone w szkle. Całość ładnie się prezentuje. Dostępny w w sześciu kolorach: 100 Ivory, 103 True Ivory, 200 Soft Beige, 203 True Beige, 300 Sand oraz 400 Natural Beige. Odcień, który testuję to 200 Soft Beige w ciepłych, żółtych tonach.



Porównując z podkładami Revlon Nearly Naked (na temat podkładu przeczytacie tutaj), prezentuje się tak:


1. Revlon Nearly Naked 103 Shell, 2. Rimmel Wake Me Up 200 Soft Beige,
3. Revlon Nearly Naked 150 Nude
Jak widać Rimmel jest najciemniejszy z całej trójki.


Początkowo bałam się, że wybrałam zły odcień i będzie on o wiele za ciemny. Moje obawy nie potwierdziły się bo produkt użyty w mniejszej ilości ładnie stopił się z moją cerą. Mimo wszystko lepiej wyglądał kiedy się opaliłam.
Przyzwyczajona do płynnej konsystencji podkładów Revlon, musiałam na nowo przywyknąć do kremowej postaci Wake Me Up. Podkład jest odrobinę cięższy, choć nadal lekki i dobrze się rozprowadza. Plusem jest ochrona w postaci filtra SPF 15.

Ze względu na to, że jest to produkt rozświetlający nie mamy co liczyć na matowy wygląd. Sądzę, że będzie nieodpowiedni dla cery tłustej i skłonnej do błyszczenia, oraz dla osób, które po prostu wolą matowe wykończenie. Podkład zawiera błyszczące drobinki, które widać już po skierowaniu opakowania pod światło, oraz na twarzy przy sztucznym oświetleniu. Sama bałam się tego rozświetlenia, ale na szczęście wykończenie w naturalnym świetle nie jest nachalnie błyszczące, a takie w sam raz. Niestety po zmatowieniu pudrem efekt nie utrzymuje się długo, to jednak myślę że jest oczywiste :)

Według producenta podkład daje efekt świeżej i pełnej blasku cery. Nawilża i uelastycznia skórę oraz niweluje oznaki zmęczenia dzięki witaminowemu kompleksowi w składzie.

Fakt, skóra wygląda promiennie, naturalnie i świeżo. Twarz w jakimś tam stopniu wygląda na wypoczętą. Nie zgadzam się co do nawilżenia i uelastycznienia skóry, bo takiego nie zauważyłam, a wręcz mam wrażenie lekkiego wysuszenia cery. Nie chcę jednak wyciągać pochopnych wniosków, bo jeszcze nie doszłam do tego co tak na prawdę jest winowajcą ostatniego przesuszenia mojej skóry.

Krycie wg producenta jest na poziomie średnim do pełnego. Moim zdaniem jest ok, aczkolwiek przy większych niedoskonałościach musiałam sięgać po korektor.

Podkład jest dosyć trwały. Miałam okazję wystawić go na działanie ulewy ;) Tego dnia zapomniałam parasola a miałam spory kawałek do przejścia, ok 15 minut drogi. Już wtedy miałam go na twarzy od ok. 7 h, gdzie nadal znajdował się mniej więcej na swoim miejscu. Mimo wystawienia na deszcz, podkład został głównie na czole, między brwiami oraz w mniejszych lub większych ilościach po bokach twarzy, pod oczami i na górnej części policzków. Zniknął niemal całkowicie z okolic ust, brody, nosa i ogólnie dolnej części twarzy. Efekt nieco mnie zaskoczył, gdyż myślałam, że woda całkiem usunie go z czoła. Tam moja skóra szybko się błyszczy i lekko przetłuszcza a podkładu zostało najwięcej. Dolne części twarzy przez moje dotykanie w ciągu dnia nigdy nie trzymają się dobrze, stąd nie było zaskoczenia. Z resztą nie oszukujmy się, który podkład wyszedłby z ulewy w całości bez szwanku ;)
Poza ekstremalnymi warunkami jest trwały. Jedynie w upalne dni trzeba uważać na szybkie błyszczenie itd., ale to raczej normalne.

Tak jak w przypadku tuszu, tu również oczarował mnie zapach. Jest chyba najprzyjemniejszy, jaki do tej pory miałam okazję czuć w tego typu produktach. Delikatny i świeży, ma w sobie coś, co sprawia, że nie mogę oprzeć się pokusie by go powąchać :D

Podsumowując:

Absolutnie pokochałam maskarę Wonder'Full Wake Me Up. Ma w sobie wszystkie cechy, na których mi zależy w tuszu do rzęs. Jestem pewna, że jeszcze nie raz po nią sięgnę, gdyż stała się moim ulubieńcem i wyparła z pierwszego miejsca Maybelline Colossal Volum' Express. Jest również lepsza od Rimmel Wonder'Full Mascara z Olejkiem Arganowym, z którą bardzo się polubiłam, aczkolwiek do szału doprowadza mnie łatwość z jaką można się nią pobrudzić. Dodam jeszcze, że również pozytywnie przeszedł przez ulewę. Fakt, że noszę okulary być może trochę pomógł, ale mimo to praktycznie nic się nie rozmazało.
Produkt dostaniemy w każdej drogerii oferującej kosmetyki marki Rimmel, w cenie ok. 35 zł/11 ml

Podkład Rimmel Wake Me Up pozytywnie mnie zaskoczył. Sądziłam, że produkt rozświetlający nie jest dla mnie odpowiedni, a wypadł całkiem przyzwoicie. Bałam się brzydkiego, błyszczącego wykończenia, tymczasem jest ono delikatne i sprawia, że twarz wygląda promiennie i świeżo. Nadaje się na co dzień, jednak na większe i dłuższe wyjścia lepszy będzie trwalszy podkład. Ponadto ten nie zapewni nam matowego wyglądu, co myślę, że jest oczywiste, więc osoby, którym zależy na takim efekcie nie powinny się za niego brać. Można oczywiście nałożyć na niego matujący puder, jednak efekt nie utrzyma się długo i trzeba będzie go poprawiać kilka razy w ciągu dnia. Produkt fajny, warto go przetestować, jednak nie dla cery tłustej oraz myślę, że może być nie dla każdego z cerą mieszaną. U mnie akurat w miarę się sprawdził, chociaż strefa T częściej nadawała się do poprawki niż w przypadku Revlon Nearly Naked.
Produkt również dostaniemy w każdej drogerii z produktami Rimmela, cena ok 40 zł/30 ml.






Testowałyście te produkty? Podzielcie się opinią :)

Buziaki, Adi :*

5 komentarzy:

  1. Testowałam te produkty i mam do nich mieszane uczucia :)

    http://madziatestuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś kupię ten tusz ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podkład niestety nie występuje w odcieniu odpowiednim dla mnie :/ A tusz od jakiegoś czasu mnie kusi i z pewnością wypróbuję :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ten podkład będzie nadawał się tylko na lato kiedy jestem opalona ;) reszta odcieni również mi nie odpowiada

      Usuń

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger