Włosowy eksperyment - czyli zabawy z Joanną.

Witajcie!


Powoli wracam do pisania :) W najbliższych dniach postaram się dodawać więcej i regularniej nowych wpisów. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o moim małym włosowych eksperymencie, jaki przeprowadzałam na swoich kosmykach przez ostatnie tygodnie. Ci z Was, którzy obserwują mnie na Instagramie zapewne domyślili się o co chodzi już po tym zdjęciu:




Co wynikło z tytułowych "zabaw z Joanną"? Zapraszam :)



Zacznę od początku. 
Włosy pierwszy raz pofarbowałam chyba w wieku 13 lat. Po długim czasie wysłuchiwania mojego marudzenia, jęczenia i namów, mama pozwoliła mi na użycie szamponetki. Ależ się czułam wtedy dorosła! :) Kolor z tego co pamiętam to coś w stylu kasztanowego. Na moich włosach wyszedł oczywiście ciemny. Jakiś rok później przyszła kolej na farbę. Palette, najgorszy niszczyciel w kolorze zbliżonym do czekoladowego brązu. 
Następnie farby różnych firm, najczęściej Garnier w kolorach coraz bardziej zbliżonych do czerni. W 3 gimnazjum miałam na głowie 100% czarny kolor, którym farbowałam później również w liceum. 
Przełomem był okres przed maturą. Użyłam wtedy czarnej farby Syoss. To, co zrobiła z moimi włosami było koszmarem. Po ok 2 tygodniach od farbowania, włosy zaczęły wypadać garściami. Wtedy na jakimś forum internetowym dowiedziałam się, że takie bywają skutki używania tej farby. Powiedziałam sobie stop i tak od  nieco ponad 2 lat nie farbuję włosów. 

Przez cały ten okres gdzieś tam z tyłu głowy marzył mi się blond. Wielu znajomych jednak odradzało mi ten kolor. Mówili, że nie będzie mi pasował. Następnie moim marzeniem stał się miodowy odcień włosów. Coś w stylu tego:




Brakowało mi chyba odwagi na taką zmianę ;) 

Tak wyglądały moje włosy w maju. Na końcach zostały ciemne resztki po farbowaniu sprzed dwóch lat.

 


Na początku czerwca postanowiłam coś zmienić. Nie chciałam radykalnych zmian, a jedynie delikatnego efektu i jaśniejszych włosów. Pomyślałam, że raz się żyje i najwyżej zetnę włosy. Kiedyś i tak odrosną ;)

Tak oto odkryłam Rozjaśniacz w spray'u Joanna.






Zachęcona efektami i opiniami znalezionymi w Internecie postanowiłam zaryzykować. Schody zaczęły się już w trakcie zakupu. Produktu nie było w Rossmannie, Super-Pharm ani Hebe. Znalazłam go dopiero w Wispolu, jedna jedyna sztuka za 7.50 zł

Kosmetyk stopniowo rozjaśnia i rozświetla włosy nadając im efekt naturalnego, letniego balejażu. Formuła produktu wzbogacona została o ekstrakt z rumianku ceniony w pielęgnacji włosów blond. Dodatkowe składniki kondycjonujące sprawiają, że włosy pozostają miękkie i miłe w dotyku.

Tyle od producenta. A co ja myślę?
Podoba mi się forma produktu. Spray jest bardzo wygodny w użyciu, sama z łatwością mogłam sobie poradzić. Produkt można stosować zarówno na suche, jak i mokre włosy. Suszenie ich suszarką lub na słońcu potęguje efekt. Przyznam, że najlepsze efekty widziałam po użyciu na mokrych włosach i wysuszeniu ich suszarką. Niestety to może je zniszczyć.
Zapach jest znośny, chociaż lekko chemiczny. Momentami kojarzy mi się z chlorem na basenie ;) Niestety lubi pozostać na włosach do następnego mycia.
Produktu użyłam łącznie 5 razy plus raz użyła go moja siostra.

Przejdźmy do efektów zabawy ;)

Zdjęcie na drugi dzień po użyciu sprayu. Pierwszy raz był na sucho, bez suszarki.



Następnego dnia rozjaśniasz nałożyłam na mokre włosy i wysuszyłam je.
Kolejnego dnia (wiem, zbrodnia jak nic bo nawet nie dałam im odpocząć) zaaplikowałam produkt na suche włosy, po czym spędziłam dzień nad wodą w słońcu. Po tym było już widać niezłe efekty. Niestety usunęło mi się zdjęcie. Mam jedynie takie z kolejnego dnia.



Kolejne rozjaśnianie przeprowadziłam 2 dni później. Znowu mokre włosy+suszarka.
Postanowiłam zrobić przerwę i tak po niemal 2 tygodniach użyłam sprayu po raz ostatni. Tym razem suche włosy+suszarka.
Włosy tak wyglądały przed ostatnim rozjaśnianiem. Na zdjęciach wyszły bardziej rude niż w rzeczywistości ;)

 


Zdjęcia już po wszystkim ;)








Jak widać wszystko zależy od światła.
Zdjęcie dzień po:





Czy było warto?

Zaznaczę, że kolor jest mocniej widoczny do światła, aczkolwiek w cieniu również widać, że są jaśniejsze niż były. Spray nadaje się do włosów naturalnych więc pozostałości po farbie nie rozjaśnił tak jak reszty włosów. Końcówki już przed rozjaśnianiem były mocno zniszczone i nadawały się do ścięcia. Teraz jedynie bardziej to widać więc w najbliższych dniach odwiedzę fryzjera. Wbrew pozorom rozjaśniacz nie wpłynął bardzo negatywnie na pozostałe włosy. Powiedziałabym, że nic się nie zmieniło. Czy było warto? Jak najbardziej. Dzięki eksperymentowi utwierdziłam się w przekonaniu, że w jaśniejszych włosach jest mi lepiej i do twarzy. Potwierdzają to komplementy od znajomych :) Myślę, że za jakiś czas jeszcze troszkę je rozjaśnię a przede wszystkim wyrównam kolor na całej długości.

Znacie ten spray? Używałyście podobnych produktów? Jakie są wasze doświadczenia z rozjaśnianiem włosów? :)

Buziaki, Adi :*

6 komentarzy:

  1. moje włosy niestety są oporne na wszelkie blondy i tak dziś jestem posiadaczką blond rudego koloru włosów :) a ten miodowy fajny kolor

    http://jzabawa11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam go użyć gdy jeszcze planowałam dalsze rozjaśnianie włosów ;)
    Jednak zrezygnowałam i dziś znów mam czarne włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czasami żałuję, że kiedykolwiek nałożyłam czarną farbę na swoje włosy bo patrząc na stare zdjęcia widzę, że to nie jest w stu procentach mój kolor ;) Za to Ty świetnie wyglądasz w czerni :)

      Usuń
  3. Śliczne masz włosy. Za kosmetykami Joanny niestety nie przepadam - totalnie się u mnie nie sprawdzają :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Ja nie przepadam za kosmetykami Joanny do włosów, ale te do ciała są niezłe :)

      Usuń
  4. Nigdy nie rozjaśniałam włosów na głowie:D

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger