Podsumowanie października

Jak zapowiadałam w ostatnim denkowym poście, postanowiłam co miesiąc pisać małe podsumowania miesiąca :) Bardzo podobają mi się tego typu cykle na innych blogach i chętnie je czytam. Myślę, że jest to świetna okazja do podsumowania pewnych rzeczy, których działy się nie tylko na blogu, ale i w prywatnym życiu. Z wpisów mogę również dowiedzieć się o fajnych, polecanych filmach i książkach, nadrobić lekturę ciekawych postów, które gdzieś mi umknęły na danym blogu, poznać ulubieńców, dowiedzieć się nieco o prywatnej stronie życia autorki i wiele, wiele innych rzeczy. Tak więc, do dzieła :)





Na początek - kilka cyferek związanych z blogiem.

Najchętniej czytaliście:




W październiku napisałam najwięcej jak do tej pory postów, bo było ich 13 :) Mówi się, że trzynastka to pechowa liczba, ale ten miesiąc był dla mnie wyjątkowo szczęśliwy. Zorganizowałam dla Was rozdanie, w którym wzięło udział (jak do tej pory) aż 77 osób! Jestem pod ogromnym wrażeniem, bo nigdy nie spodziewałabym się aż tylu uczestników :) 







Wraz z rozdaniem przybyli nowi Obserwatorzy bloga, z czego bardzo się cieszę :) Mam nadzieję, że spodoba im się tutaj i zostaną ze mną na dłużej. Do tego grona dołączyło też kilka osób zupełnie bez związku z rozdaniem. Jest mi z tego powodu bardzo, bardzo miło bo to znaczy, że zostali ze mną nie ze względu na rozdanie :) Aktualnie obserwuje mnie tyle osób:





Ulubione październikowe zdjęcie z Instagrama? Mam dwa, które podobają mi się najbardziej:











Na obu ulubieńcach głównym bohaterem są woski Yankee Candle :) W październiku właśnie zaczęłam odkrywać ich piękne zapachy. Póki co moim ulubieńcem zostają Mandarin Cranberry oraz widoczny na pierwszym zdjęciu Vanilla Chai. Natomiast Halloweenowy Candy Corn ze zdjęcia nieco mnie rozczarował.

W tym miesiącu postanowiłam też pokazać Wam moje zmagania z lakierami hybrydowymi. Tak oto powstały dwa posty, w których pokazałam efekt: czerwone pazurki z ciemnym akcentem oraz efekt syrenki.








Co do bubli i ulubieńców miesiąca, to:
Opisane przeze mnie w tym poście mleczko do demakijażu Ziaji bardo mnie rozczarowało. Polubiłam się natomiast z fioletowym lakierem Bell.










To tyle jeśli chodzi i to co działo się na blogu.

Wraz z początkiem października rozpoczęłam trzeci rok studiów. Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko minął! Dopiero rozpoczynałam ten etap edukacji, a już pojawiło się przede mną wyzwanie napisania pracy licencjackiej. Mam nadzieję, że jakoś się z tym uporam choć wiem, że łatwo nie będzie :)

Z październikiem minął również niemal drugi miesiąc rozłąki z moim Ukochanym. Wiedziałam, że związek na odległość nie jest łatwy ale nie zdawałam sobie sprawy z tęsknoty. Pozostaje mi tylko liczyć dni do świąt, kiedy wróci do Polski i będę mogła znów spędzać z Nim czas.


Ruszyłam z czytaniem książek :D Chociaż ilość dwóch nie powala, to i tak cieszę się z postępu, bo od jakiegoś czasu nie mogłam wygospodarować sobie chwili na czytanie.
Tak oto w moje łapki wpadły:





Lisa Gardner Klub Ocalonych
Trzy kobiety cudem ocalały z brutalnego napadu. Napastnik poniósł karę. Ale nagle koszmar zaczyna się na nowo. Ktoś chce dokończyć swoje dzieło i mieć pewność, że tym razem nie będzie ocalonych.
 Książka wciągnęła mnie dosyć mocno. Ciekawa, pełna napięcia i kilku nieoczekiwanych zwrotów akcji opowieść z historią miłosną w tle. Wielbicielom kryminałów powinna przypaść do gustu :)





Linda Howard Dość już łez 
Milla po porwaniu jej maleńkiego synka ma w życiu tylko jeden cel – odnalezienie dziecka. Całe swoje życie podporządkowuje tragedii. Rozstaje się z mężem i zakłada organizację, która pomaga rodzinom znajdować ich zagubionych bliskich. Jej obsesyjną potrzebą pozostaje jednak odnalezienie własnego syna. Po dziesięciu latach daremnych poszukiwań do pomocy wynajmuje tajemniczego Diaza, podejrzanego człowieka znanego jako łowca. Ten samotny wilk, z którym wbrew swojemu rozsądkowi nawiąże gorący romans, pomoże jej odnaleźć odpowiedzi na pytania, które zadawała sobie od lat.
Wiecie po czym poznaję dobrą książkę? Po tym, że kończąc czytać ostatnią stronę, już tęsknię za bohaterami i pragnę jeszcze. Tak właśnie było w tym przypadku. Historia bardzo mnie poruszyła, wywołała sporo emocji i jednocześnie fabuła wplątała mnie na tyle, że smutno było mi kończyć tę powieść. Bardzo, bardzo polecam :)



Co do filmów - w tym miesiącu tylko jeden obejrzany przeze tytuł był dla mnie nowością.






Agentka
Susan Cooper jest skromnym i niedocenianym analitykiem pracującym dla CIA. Gdy działający w ukryciu agenci zostają zdekonspirowani, Susan musi porzucić wygodne biurko i wkroczyć do akcji. Jej zadaniem jest rozpracować szajkę handlarzy bronią i zapobiec światowemu kryzysowi. Brak doświadczenia nadrabia brawurą i nieszablonowymi metodami działania, które budzą grozę zarówno jej przeciwników, jak i przełożonych.


Jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o komedie. Większość tych współczesnych jest częściej żałosna niż śmieszna. Tu jednak oglądając Agentkę bawiłam się świetnie! Uśmiech prawie nie schodził z mojej twarzy :) Po za tym lubię Jasona Stathama i jego rola w tym filmie również mocno przypadła mi do gustu. Nie zabrakło humoru, akcji i nieoczekiwanego zakończenia. Na prawdę super film na jesienny wieczór.





Jestem wielką fanką serialu American Horror Story, to też z niecierpliwością oczekiwałam piątego sezonu :)











American Horror Story: Hotel
Detektyw John Lowe prowadzi śledztwo w sprawie brutalnych morderstw w Los Angeles. Przełomem w dochodzeniu jest tajemnicza wskazówka, która odsyła go do hotelu Cortez, prowadzonego przez Elizabeth.


Lubię tę serię głównie ze względu na grę aktorską Jessici Lange. W tym sezonie niestety jest inaczej bo jej miejsce zajęła Lady Gaga. Przyznam szczerze, że Gaga mnie nie rozczarowała bo radzi sobie nieźle. Mimo wszystko Lange nadawała serialowi  niepowtarzalnego klimatu. Niestety po obejrzeniu trzech pierwszych odcinków jestem rozczarowana. Nudziłam się okropnie, dlatego nie wiem czy będę kontynuowała oglądanie serii. Może szósty sezon zmieni moje nastawienie ale póki co moimi faworytami są zdecydowanie sezon pierwszy oraz drugi. Trzeci był nudnawy, nie w moim stylu a przed ekranem trzymała mnie jedynie Jessica. Czwarta część była o wiele ciekawsza od poprzedniej. Klimat dawnych lat bardzo mi się podobał. Nawiązanie do drugiego sezonu też mocno przypadło mi do gustu i wyjaśniło kilka kwestii. Niestety najnowsza odsłona w moich oczach okazała się porażką.








Hannibal 3
Po dramatycznych wydarzeniach finału drugiego sezonu, Hannibal ucieka ze Stanów i pod zmienionym nazwiskiem rozpoczyna nowe życie. Wraz ze swoją terapeutką dr Bedelią Du Maurier podróżuje po Europie, by w końcu osiąść we Florencji, gdzie zatrudnia się w muzeum Palazzo Capponi. Tymczasem Will, odzyskawszy zdrowie, udaje się w pościg za swoim niedoszłym zabójcą. We Włoszech trafia na ślad, który doprowadza go do miejsc związanych z dzieciństwem Lectera. Poznając kolejne szczegóły z jego przeszłości, detektyw coraz głębiej wnika w mroczną stronę psychiki doktora.


O ile pierwszy sezon bardzo mi się podobał a drugi obejrzałam również z pewnym zaciekawieniem, tak trzeci okazał się pomyłką. Zdołałam przebrnąć tylko przez połowę odcinków. Serial zrobił się nudny i wręcz irytujący. Zabrakło ciekawego rozwinięcia akcji, świeżości i nieco logiki. Całość stała się bezbarwna i nijaka.



Ulubioną piosenkę w tym miesiącu pokazywałam Wam w poście z nominacją do Liebster Award. Przez cały październik w duszy mi grało tym:







Tym wesołym akcentem zakończę podsumowanie października :)
Koniecznie napiszcie mi czy podobają Wam się tego typu wpisy na blogu. Będę również wdzięczna za polecenie jakiejś ciekawej książki lub filmu :)

Buziaki, Andżelika :*


P.S. Post pisałam w poniedziałek 02.11. oraz wtorek 03.11. więc wszystkie dane dotyczące obserwatorów i ilości osób zgłoszonych do konkursu pochodzą z tych dni :)

11 komentarzy:

  1. AHS również sądzę, że to nie wypał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że 6 sezon okaże się lepszy :)

      Usuń
  2. Bardzo ładne paznokcie hybrydowe, szczególnie te z efektem syrenki. Ja długo rozmyślałam nad zakupem zestawu startowego, ale jak na razie sobie odpuściłam.
    Planuję zamówić sobie nowe woski do palenia w kominku, dopisuję wspominany przez Ciebie Mandarin Cranberry do listy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo napiszę post o hybrydach Tifton, może Cię zainteresują :)

      Usuń
  3. Książka Lisy Gardner pewnie też by mi się spodobała:) Napięcie + wątek miłosny - "palce lizać" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia w dalszym prowadzeniu bloga i jeszcze większych sukcesów :*

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger