Grudniowe denko





Jak co miesiąc, tak i tym razem przyszła pora na denko. Standardowo pokażę co zużyłam w grudniu, chociaż liczba kosmetyków nie jest zawrotna :) Mieszkając z całą rodziną pod jednym dachem ciężko czasami przypilnować, żeby ktoś nie wyrzucił pustego opakowania po żelu pod prysznic, czy antyperspirancie. W zestawieniu znalazły się również produkty, które kupiłam już dawno, przez co są już stare lub po prostu nie używam ich i tylko zajmują mi miejsce.







Zacznę od zużytych produktów.






BeBeauty, Oils Treasure, Kremowy żel do mycia ciała

Bardzo polubiłam się z tym żelem. Zaskoczył mnie bardzo ładnym zapachem i konsystencją. Poprzedni biedronkowy żel o zapachu karmelu nie powalił mnie, szczególnie zapachem. Ten oceniam na duży plus. Jest tani, ładnie pachnie, dobrze oczyszcza i nie wysusza skóry.








Marc Anthony, Repairing Macadamia Oil Shampoo

Skusiłam się na ten szampon zupełnie przypadkiem, będąc w Rossmannie. Był akurat na przecenie. Moje włosy pokochały ten produkt. Po użyciu były miękkie i błyszczące. Wyglądały zdrowo. Jeszcze lepszy efekt widziałam po dodatkowym zastosowaniu maski, chociaż sam szampon przytrzymany na włosach kilka minut poprawiał ich wygląd. Zdarzało mi się tak robić kiedy nie miałam czasu na bawienie się z odżywkami :) Szamponu nie używałam przy każdym myciu, a jedynie co drugi, trzeci raz. Moja koleżanka ze studiów zawsze rozpoznawała kiedy używałam "tego cudownego szamponu" :D Ponoć włosy prezentowały się po nim o wiele lepiej niż po czymkolwiek innym :P

Kallos, Maska do włosów Hair Botox

Jestem fanką masek Kallosa. Są tanie, a opakowanie 1000 ml starcza na dłuuuugi czas. Poza tym świetnie działają na włosy. Do tej pory używałam wersji keratynowej, z jedwabiem oraz tej. Moim zdaniem wypada ona zdecydowanie najlepiej z całej trójki, wraz z wersją keratynową. Ona jednak sprawiała, że moje włosy stawały się oklapnięte, więc z tego względu na prowadzenie wybija się Hair Botox. Po masce moje włosy były miękkie w dotyku i łatwo było mi je rozczesać. Mimo farbowania poprawiła się ich kondycja, nabrały blasku (szczególnie w połączeniu z szamponem Marc Anthony).







 Perfecta, Express Mask, Intensywnie nawilżająca maseczka - ampułka hialuronowa.


Maseczka na dwa użycia, ja zużyłam ją za jednym razem. Nie lubię pozostawiać otwartych saszetek :) Produkt postawił moją skórę w moment na nogi :) Buzia stała się nawilżona, przyjemnie miękka w dotyku i gładka. 


GoCranberry, Odżywczo wygładzający krem pod oczy.


Jest to mój pierwszy produkt tej marki, a zarazem pierwszy mój produkt do pielęgnacji skóry pod oczami :) Kiedy zaczęłam go stosować, okolice oczu stały się lekko nawilżone, zniknęły podrażnienia. Skóra zrobiła się bardziej gładka i jakby delikatnie napięta. Ogólnie jestem zadowolona z działania kremu. 





Giorgio Armani, Acqua di Gioia, woda perfumowana


Intensywną świeżość mięty uszlachetnia aromat brązowego cukru nadając zapachowi ożywcze ciepło. Różowy pieprz, piwonia i wodny kwiat jaśminu zapewniają wyjątkowe, śródziemnomorskie doznanie. Sycylijski cedr naznacza zapach subtelną nutą drewna. Uszlachetniony świeżymi akordami kalabryjskiej cytryny i labdanum o nucie ambry Acqua die Gioia otoczy cię aurą świeżości i ciepła.

Na początku zapach nie przypadł mi zbytnio do gustu. Moje pierwsze wrażenie nie było na nie, ale też nie było zachwytu. Kiedy jednak użyłam perfum raz, drugi, trzeci... bardzo je polubiłam :) Są świeże ale słodkie, intensywne ale nie duszące, Pachną elegancko ale nie czułam się do nich za młoda. Pasują wg mnie i na zimę i na lato. Są bardzo trwałe :)


Yankee Candle, wosk Vanilla Chai

Skoro jesteśmy przy zapachach, to pora na wosk :) Zapach Vanilla Chai opisywałam już kiedyś na blogu >klik<. Aromat jest bardzo intensywny tak, że sama folijka,wrzucona do pudła na denkowe opakowania, nadawała zapach wnętrzu komody :) Wosk idealny na chłodne wieczory z dobrym filmem/książką i kubkiem gorącej czekolady.


Aceton Tifton Elegance

Zwykły aceton, którego używałam do ściągania hybryd :)



Pora na produkty, które trafiły tu z powodu porządków :)




Soraya, Łagodzący balsam po opalaniu

Trochę szkoda było mi go wyrzucać, bo jest prawie cały :) Niestety, kupiłam go chyba trzy lata temu i rzadko używałam. Zajmuje tylko miejsce i oczywiście jest już stary. W miarę fajnie nawilżał, przyjemnie chłodził, choć raczej był to delikatny efekt.

Garnier Neo, Antyperspirant w kremie

Pora się go pozbyć :) O ile przez pierwsze dwa tygodnie używania sprawdzał się genialnie, tak po mniej więcej takim czasie przestał działać. 

Avon, Planet Spa, Odżywczo-ochronna maseczka do twarzy z jagodami Acai

Dawno jej nie używałam. Na początku wydawała mi się super. Po czasie odkryłam lepsze kosmetyki w tej kategorii. Leci do kosza :)







Manhatta, High Shine Lipgloss, numer 53L

Błyszczyk o bardzo ładnym, brzoskwiniowym kolorze. Niestety bardzo się klei, czego nie znoszę. Ma w sobie brokatowe drobinki. Kupiłam go już dosyć dawno tak, że zmienił nieco zapach i konsystencję. Leci do kosza :)

Avon, Bezbarwny błyszczyk powiększający usta

Nie wiem po co tyle trzymałam to coś w kosmetyczce. Okropne, duże brokatowe drobinki, przez co tandetnie wygląda na ustach. Lepi się niemiłosiernie i szczypie za sprawą papryczki chilli. Zapachem nie powala i na pewno nie powiększa ust ;) Koszmar, koszmar, koszmar...


Oriflame Beauty, Szminka w kolorze 22528 Pink Mayflower

Bardzo lubię tę pomadkę za jej piękny, różowy kolor, trwałość i niewysuszanie ust. Uważam, że Oriflame ogólnie ma bardzo dobre pomadki. Niestety rozstaję się z nią, ponieważ mam ją od bardzo dawna i jest już stara. 




Tak prezentuje się zużycie grudnia. 

Buziaki, Andżelika :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger