Le Chatelard 1802, Mleczko do ciała Rose



Jakiś (spory) czas temu dostałam do przetestowania od Mydlarni Marsylskie.pl mleczko do ciała francuskiej marki Le Chatelard 1802. Przyznam szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z tą firmą i na początku byłam ogromnie ciekawa jak sprawdzi się ich produkt. Jeśli również jesteście ciekawe co mam do powiedzenia o tym uroczo wyglądającym mleczku i jak się sprawdziło, zapraszam do dalszej lektury :)



Recenzja miała pojawić się już dawno temu, ale wiecie jak to u mnie bywa z czasem ;)

Mleczko otrzymujemy w uroczym, plastikowym opakowaniu z pompką. Myślę, że ktoś, kto nie czyta etykiet z łatwością mógłby pomylić je z mydłem w płynie ;) Takie też było moje pierwsze skojarzenie. Za mleczko o pojemności 300 ml musimy zapłacić 41 zł, czyli całkiem sporo. Występuje również w wersji o zapachu masła shea oraz fiołka (recenzja Malinki). Moją różaną można zakupić tutaj.







Na stronie Mydlarni Marsylskie.pl tak opisano produkt:


To aksamitne mleczko doskonale odżywia i nawilża skórę. Dostarcza jej niezwykłego komfortu i łagodności, a także pozostawia na skórze delikatną mgiełkę zapachową.



Ja zacznę od "delikatnej mgiełki zapachowej". Napiszę to od razu - jeśli nie jesteś wielbicielką zapachu róży - lepiej sobie odpuść ten produkt :D 
Niestety spodziewałam się nieco innego aromatu. Miałam kiedyś krem do rąk Green Pharmacy o zapachu róży i był cudowny. Tu pierwsze moje skojarzenie po powąchaniu - różaniec mojej babci. Moja siostra natychmiast orzekła, że "śmierdzi starym konfesjonałem".

Serio :D

Pół biedy, gdyby ten zapach szybko się ulatniał. W tym przypadku nie ma mowy, trzyma się uparcie ciała i ubrań. Po pierwszym użyciu miałam na to dowód. Cała wysmarowana po prysznicu i zadowolona usiadłam sobie dosłownie na 5 min w salonie, po czym potuptałam do kuchni. Chwilę później słyszę mamę z pokoju - "co tu tak czuć?". Nie wiedziałam o co jej chodzi. Mijając mnie w kuchni znowu stwierdziła, że czuje tu jakiś dziwny zapach. Kiedy powiedziała mi, że czuje "taką jakby różę" wiedziałam już, że to mleczko nie pozostawia "delikatnej mgiełki", a ciężką mgłę :D
Mimo wszystko udało mi się przyzwyczaić zwłaszcza, że na skórze zapach bardziej przypomina tę nieszczęsną różę, niż różaniec.






O konsystencji mogę powiedzieć, że jest aksamitna. Choć wydaje się lekka, to jest dosyć wydajna i zbyt dużą ilość trudniej rozprowadzić. Ogromnym plusem i skoczeniem był dla mnie czas wchłaniania. Mleczko dosłownie wchłania się błyskawicznie, i co mnie bardzo cieszy, nie pozostawia lepkiej warstwy. Zero długiego czekania na wchłonięcie, nawet jak przesadzimy z ilością! No ideał pod tym względem :D


Tu jednak można powiedzieć, że kończą się cechy ideału ;) Wrócę na chwilę do opakowania, a konkretnie do pompki. Co mi w niej nie pasuje? Ano to, że dochodząc już do połowy opakowania zaczęła świrować i przestała działać tak jak należy. O ile na początku bez problemu dało się wydobyć produkt, tak mniej więcej od tej połowy właśnie zaczęła "pluć" tym mleczkiem jakby było na dnie. Czasami mnie to irytowało, bo zamiast nacisnąć raz musiałam pompować po kilka razy żeby wydobyć odpowiednią ilość.






Co do działania - jest przeciętnie. Oczywiście, jeśli Twoja skóra nie jest taka jak moja, tzn. nie przypomina w dotyku i wyglądzie kawałka papieru ściernego, prawdopodobnie będziesz zadowolona. Moja niestety (szczególnie zimą) jest bardzo kapryśna i wymagająca. Mleczko co prawda nawilża, ale w moim przypadku nie jest to długotrwały efekt. Wpływa na poprawę nawilżenia skóry, ale jak pewnie się domyślacie, są to nieznaczne zmiany. 







Podsumowując, mleczko przypadnie do gustu wielbicielkom zapachu róży, których ciało nie wymaga głębokiego nawilżenia i intensywnej pielęgnacji. U mnie i mojej suchej skóry zdecydowanie nie ma czego szukać. Za taką cenę spodziewałam się lepszych efektów.

A Wy znacie markę Le Chatelard 1802? Miałyście styczność z którymś z mleczek? :)


Buziaki, Andżelika :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger