Maska do włosów Syoss Ceramide Complex, hit czy kit?

W lutowym pudełeczku beGlossy znalazła się nowość marki Syoss w postaci maski do włosów Ceramide Complex. Produkt dobił dna i znajdzie się w najbliższym denkowym wpisie więc myślę, że to dobra pora na podsumowanie moich przemyśleń ze stosowania maski.



Jak już nieraz wspominałam na blogu, z dużą rezerwą podchodzę do produktów marki Syoss. Niestety nie kojarzy mi się dobrze więc nie skakałam z radości kiedy zobaczyłam ją w moim pudełku. Rozpaczy jednak też nie było i postanowiłam dać jej szansę jak tylko skończę zapasy masek.


Produkt zamknięto w czarnym, plastikowym słoiczku o pojemności 200 ml. Koszt maski to ok 18 zł w Rossmannie, ale czy jest tego warta? Moim zdaniem średnio...

Producent obiecuje nam włosy mocniejsze do 20 razy, znaczącą redukcję łamliwości oraz odbudowę włókna we wszystkich warstwach. Brzmi to dla mnie bardzo obiecująco zwłaszcza, że moje włosy lubią łamać się szczególnie na końcach. Uznałam więc, że na wiosnę przyda im się wzmocnienie i ochoczo przystąpiłam do testowania.








Maska ma biały kolor i średnio gęstą, klejącą się konsystencję. Minusa dam za mocny, lekko słodkawy zapach. Przypomina mi szampony Elseve, jest podobny. Najgorsze dla mnie jest to, że po użyciu trzymał się moich włosów aż do następnego mycia. Maskę zostawiałam na głowie zawsze przez ok 5-10 min. Raz pokusiłam się nałożenie jej pod czepek i przetrzymanie przez ok pół godziny. Za każdym razem efekt był podobny z tym, że po akcji z czepkiem moje włosy były tak bardzo rozmiękczone, że bałam się ich dotykać :P

Miękkość po użyciu to główny (mam wrażenie, że jedyny widoczny) efekt użycia tej maski. Włosy łatwiej było mi rozczesać i ułożyć. Mam wrażenie, że produkt działa tylko powierzchownie, tzn nie wnika do włosa i nie odbudowuje go tak jak obiecał producent. Wygładza tak abyśmy mieli wrażenie, że włosy są w lepszej kondycji. Po odstawieniu maski ten efekt zniknął. 

Nie zauważyłam również aby moje kosmyki mniej się łamały. Końcówki stały się wręcz bardziej suche ale w tym przypadku uważam, że zawinił szampon Timotei, który zaczęłam używać gdzieś po kilku zastosowaniach maski Syoss. Produkt jednak nie poradził sobie zbytnio z tym przesuszeniem.









Generalnie maska absolutnie mnie nie zachwyciła. Owszem, jeśli komuś zależy na mięciutkich i dobrze rozczesujących się włosach to będzie ok. Mimo to jednak uważam, że za tę cenę znajdziemy lepszą odżywkę czy maskę do włosów, która nada im miękkości.


Znacie ten produkt?

Buziaki, Andżelika :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger