Opróżniamy kosmetyczki - II etap wyzwania



Drugi tydzień wyzwania organizowanego przez Trusted Cosmetics obraca się wokół kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Postaram się ukazać moje zbiory w takiej kolejności w jakiej stosuję je na twarzy.



Część kosmetyków z tej kategorii mieliście okazję zobaczyć w poprzednim wpisie z serii #opróżniamykosmetyczki ,a część z nich będzie "nowa".   

Mój aktualny sposób pielęgnacji nieco ewoluował w ciągu ostatnich miesięcy, głównie za sprawą książki Charlotte Choo Sekrety urody Koreanek oraz moim coraz większym zainteresowaniem azjatyckimi kosmetykami. Nauczyłam się, że oczyszczanie jest podstawą w pielęgnacji, a moja cera dziękuje mi teraz za to lepszym wyglądem. Dawniej ograniczało się to u mnie do zmycia makijażu oczu mleczkiem, następnie umycia twarzy żelem (jestem pewna, że nie domywał w pełni podkładu i innych kosmetyków zostawiając resztki na twarzy, chociaż skóra wydawała mi się czysta, a dodatkowo nierzadko wysuszał ją) oraz nałożenia kremu nawilżającego. Taka "uboga" wersja pielęgnacji sprawiała, że miałam problem z przetłuszczającą się strefą T, wypryskami niewiadomego pochodzenia, przesuszeniem w różnych miejscach i ogólnie brakiem zdrowego wyglądu skóry. Jak teraz wygląda moja pielęgnacja?

Demakijaż i oczyszczanie

W kwestii demakijażu oczu nie zmieniło się nic. Nadal robię to za pomocą mleczka bo taka forma odpowiada mi najbardziej. Testowałam wiele produktów tego typu i jak do tej pory niezawodny jest produkt Mixy, który doczekał się recenzji na blogu (klik). 

Niedawno skorzystałam w Super Pharm z maxi okazji i kupiłam olejek do demakijażu oczu Evree. Jak wiecie uwielbiam tę firmę i do tej pory nie zawiodłam się na ani jednym ich produkcie, stąd nie mogłam przejść obojętnie obok tego kosmetyku :) Jestem po kilku próbach z tym olejkiem i już mogę powiedzieć, że jest bardzo dobry jeśli chodzi o demakijaż. Za wcześnie jednak na ocenę tego jak radzi sobie z obiecaną regeneracją rzęs i wspomaganiem ich wzrostu.

Olejek do demakijażu z Bielendy widzieliście w ostatnim wpisie. To jeden z produktów i etapów, które dołączyłam do swojej pielęgnacji. Pokochałam ten typ produktu za łagodne ale jednocześnie szalenie skuteczne działanie. Moja wersja jest z kwasem hialuronowym do skóry ze skłonnością do utraty nawilżenia. Jedną pompkę olejku rozprowadzam na twarzy i wykonuję delikatny masaż. Następnie mokrymi dłońmi kontynuuję masowanie do pojawienia się delikatnej pianki. Całość spłukuję wodą. Podoba mi się to, że olejek radzi sobie z każdym podkładem oraz z pomarańczowym BB Skin79, z którym żele radziły sobie średnio oraz, że jest łatwy do zmycia z twarzy. Skóra zostaje nawilżona i czysta.

Na koniec używam pianki głęboko oczyszczającej z Pharmaceris, którą również przez chwilę wykonuję delikatny masaż. Produkt ostatecznie zmywa z twarzy resztki olejku. Jest delikatny dla skóry i lekki.

Dzięki takiemu oczyszczaniu moja buzia jest prawie wolna od niespodzianek :) 

Żel do twarzy, który dobrze wspominam:

Bubel, choć dobrze oczyszczał:



Peeling

Używam enzymatycznego z Lirene i jestem zadowolona z tego produktu. Moja cera nie przepada za peelingami mechanicznymi i często odpłaca się zaczerwienieniem, pieczeniem i ogólnym dyskomfortem, który po chwili przechodzi ale ja nie lubię tego uczucia. Po peelingu Lirene moja cera jest delikatnie złuszczona, gładka i miękka w dotyku oraz bez podrażnień.

Inny peeling, który polubiłam:
Bourjois Radiance boosting face scrub (jeden z pierwszych wpisów na blogu :D z zaniedbanej przeze mnie serii Niedziela dla... Muszę pomyśleć nad jej kontynuacją, co Wy na to? :))






Maseczki

Aktualnie mam nieco uszczuplony zapas maseczek, który czeka na uzupełnienie o koreańskie maski w płachcie. Do tej pory używałam tych marki Skin79 i byłam bardzo zadowolona z ich działania oraz sposobu użycia.

Bardzo polubiłam również maseczki Babuszki Agafii, a szczególnie wersję oczyszczającą z niebieską glinką (zdenkowałam ją jakiś czas temu dlatego nie ma jej na zdjęciu). Sama niebieska glinka czeka w szafce na swoją kolej już od długiego czasu ale przyznam, że leniuszek ze mnie i wolę gotowe rozwiązania ;) Kiedyś się za nią zabiorę tak samo jak za różową glinkę, która leży w szafce z tych samych powodów co niebieska ;)

Druga z rosyjskich maseczek, którą też polubiłam chociaż mniej, jest w wersji odświeżającej. Oparta jest na bazie mięty i irysa. Niestety czasami podczas jej stosowania czuję lekkie szczypanie przez co rzadziej lądowała na mojej twarzy. Bardziej ode mnie polubiła ją moja siostra.

Jak widać w moich zbiorach, na swoją kolej czeka jeszcze saszetka z Lirene oraz z Ziaji :)





Tonizowanie

Kiedyś w moim słowniku pielęgnacji takie słowo praktycznie nie istniało. Uważałam toniki za zbędne i nie doceniałam ich działania. Sytuacja zmieniła się po przeczytaniu książki. 

Tonik z Garniera to dla mnie taki zwykły tonik, który po prostu jest i coś tam sobie robi. Używam go kiedy nie mam problemów z cerą.

Ziołowy tonik oczyszczający z Fitomed to dla mnie mistrzostwo. Szybko rozprawia się z nieprzyjaciółmi na mojej twarzy :) Myślę, że do tego produktu wrócę jeszcze nieraz bo jest wart uwagi.

Na koniec tonikowej listy zostawiam delikatny tonik z płatkami róży Nuxe. Jak wiecie zabieram go ze sobą w podróż ze względu na szczelne opakowanie i mały wymiar. Jeśli jestem w domu to sprawdza się kiedy moja cera jest wysuszona i podrażniona np po opalaniu. Tonik przyjemnie koi i daje uczucie nawilżenia, a dodatkowo pięknie pachnie.





Nawilżanie

Tę dwójkę znacie z poprzedniego tygodnia więc chyba nie muszę jej szczegółowo przedstawiać :) 

Żel aloesowy Skin79 (jeszcze w starej wersji) to produkt z wszechstronnym zastosowaniem i pewnie jeszcze go zobaczycie w tej serii. Jeśli chodzi o pielęgnacji twarzy to używam go przed nałożeniem kremu jeśli moja cera ma gorszy dzień, jest podrażniona i przesuszona. Świetnie koi, nawilża i nadaje się również pod makijaż bo delikatnie matuje.

Krem Oriflame z olejkiem z drzewa herbacianego jest lekki i ma żelową konsystencję. Szybko się wchłania i matuje więc jest idealny pod makijaż. Nie daje nawilżenia z efektem wow ale pomaga mi w walce z niedoskonałościami.

Inne kremy, które fajnie sprawdziły się na mojej twarzy:

Krem, który wypadł przeciętnie:




Ochrona przeciwsłoneczna

Ochrona przeciwsłoneczna to bardzo ważny element pielęgnacji, który zawsze pomijałam. Rzadko pamiętałam o używaniu tego typu produktów do twarzy w czasie lata, a co dopiero przez cały rok. 

Krem z filtrem Skin79 pomaga chronić moją skórę przed promieniami słonecznymi i ich niszczącym działaniem. Jednocześnie pielęgnuje nie zapychając cery. Świetnie nadaje się pod makijaż ponieważ delikatnie matuje twarz i dosyć szybko się wchłania. Używałam kiedyś kremu Bielendy ale z tego co pamiętam zostawiał delikatnie tłusty film. Tu nie ma czegoś takiego. Jest gładko, miękko i przyjemnie :)









Tak wyglądają poszczególne etapy pielęgnacji twarzy w moim wykonaniu. Znacie te produkty? 


Buziaki, Andżelika :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger