BIO nawilżenie od Lirene, czyli nawilżająco-matujący krem-mus z wit. E


Lubię kiedy krem do twarzy dobrze spełnia swoje zadanie. Zimą kładę nacisk szczególnie na nawilżanie cery ale zwracam też uwagę na to, czy produkt choć trochę ją matuje i nadaje się pod podkład. Czy nawilżająco-matujący krem-mus z witaminą E z serii BIO nawilżenie od Lirene jest tym czego szukam?


Wersja, którą używam jest przeznaczona do cery tłustej i mieszanej, jednak w tej serii dostępne są jeszcze kremy do cery normalnej i mieszanej oraz suchej i wrażliwej. Z początku obawiałam się, że taki krem-mus będzie działał bardzo powierzchownie i kiepsko spisze się zimą. Byłam jednak ciekawa nowości.

Produkt znajduje się w bardzo leciutkim plastikowym słoiczku co dla mnie jest plusem. Nie podoba mi się jednak srebrna plastikowa nakrętka, która moim zdaniem jest trochę tandetna. Słoiczek ma standardowo 50 ml i zapakowany jest dodatkowo w kartonik. Kolorystyka kojarzy mi się typowo z kremami na noc :) Możemy go stosować zarówno rano jak i wieczorem, a na jego zużycie mamy 6 miesięcy od otwarcia. Krem kosztuje około 20 zł.




Co obiecuje producent?

Przede wszystkim 24h dawkę nawilżenia i energii dla skóry dzięki zawartości wody kwiatowej z białej lilii oraz aktywnej witaminy E. Wyciąg z mięty ma pomóc nam zachować matową cerę i regulować wydzielanie sebum. O świeżość i ochronę skóry zadbać ma ekstrakt z wosku pszczelego, który dzięki swoim właściwościom odżywiającym i odświeżającym zapewnia promienny wygląd. Krem ma za zadanie intensywnie nawilżyć, rozświetlić, wyrównać koloryt i zmatowić skórę, a także uelastycznić i wygładzić zmarszczki. Produkt polecany jest dla osób w każdym wieku :)





Jak to wygląda w praktyce?

Produkt to faktycznie taki krem-mus, choć bliżej mu do tego musu niż kremu :) Jest w kolorze miętowym i zawiera małe niebieskie drobinki, które łatwo się rozbijają przy nakładaniu. Zapach bardzo przyjemny, nie chemiczny. 
Konsystencja jest przecudowna, krem jest mięciutki, puszysty i przyjemnie się go nakłada. Co najważniejsze dla mnie - błyskawicznie się wchłania i nie zostawia po sobie żadnych śladów w postaci lepkiego filmu czy świecenia. Zostaje tylko efekt matowej buzi gotowej na nałożenie makijażu. W tej roli sprawia się idealnie i uważam, że producent wywiązał się z obietnicy. Czy reguluje wydzielanie sebum? Z czołem zawsze miałam problem i żaden krem nie radził sobie tu w stu procentach. Lirene jednak faktycznie nieco zdziałało bo odkąd używam musu, podkład w tym miejscu o wiele dłużej utrzymuje świeżość i przez większość dnia nie wymaga poprawek.
Nawilżenie jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Tak jak wcześniej wspomniałam, nie spodziewałam się cudów, a wręcz obawiałam się, że krem będzie "taki o" na zimę. Moja skóra stała się jednak wygładzona i przyjemnie miękka w dotyku. Efekt nawilżenia utrzymuje się na niej bardzo długo. Żeby jednak nie było samych pochwał to uważam, że na noc lepiej zastosować coś mocniejszego. 
Ogólnie stan mojej cery poprawił się, nie wyskakuje mi żaden nowy nieprzyjaciel (chyba, że są to "te" dni ale jest tego mniej niż kiedyś :)), koloryt nieco się wyrównał i nie mam żadnych suchych skórek (chyba, że po intensywnym smarkaniu ale krem szybko się ich pozbył). 






Czy polecam krem-mus z Lirene? Zdecydowanie tak jeśli jesteś posiadaczką cery mieszanej, zależy ci na długotrwałym zmatowieniu przy jednoczesnym nawilżeniu skóry, lubisz kiedy krem szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, a także chcesz używać go pod makijaż. U mnie sprawdza się świetnie :)

Na koniec skład: 





Znacie produkty Lirene z serii BIO nawilżenie? 


Buziaki, Andżelika :*

Follow my blog with Bloglovin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger