Moje włosy w marcu




W marcu postanowiłam nieco zmienić moją pielęgnację włosów. Do tej pory myłam zazwyczaj tylko jednym szamponem i zmieniałam go na inny dopiero jak się skończył. Z odżywkami i maskami było podobnie.

Postanowiłam też zacząć chronić moje włosy przed wysoką temperaturą suszarki. W tym celu kupiłam spray termoochronny Marion. O ile prostownicy nie używam praktycznie wcale, tak z suszarki nie potrafię zrezygnować. Dzięki suszeniu głową w dół, moje włosy są bardziej proste, odbite u nasady i optycznie gęstsze. Naturalne wyschnięcie niestety nie daje mi tego efektu - włosy są brzydko pofalowane, oklapnięte i nieraz wyglądają gorzej niż po suszarce.

Zaczęłam też olejowanie włosów. Raz w tygodniu nakładam na około godzinę, czasami na dłużej, polecany olejek Babydream z Rossmanna. Zauważyłam, że kondycja włosów poprawiła się ale nie są to jeszcze spektakularne efekty. Brakuje mi nieraz czasu i systematyczności ;)

Nie zmieniło się nakładanie odżywki/maski po każdym myciu, zazwyczaj na ok 15 minut. Moje rozjaśniane włosy wymagają ciągłego nawilżania i odżywiania. Nie mogę pozwolić sobie na lenistwo zwłaszcza, że regularnie używam fioletowego szamponu do włosów blond, który niestety dodatkowo wysusza włosy.

Do mycia używałam głównie szamponu keratynowego z Kallosa. Zauważyłam jednak, że częste stosowanie go w połączeniu z keratynową odżywką w sprayu, zamiast odżywić włosy, dało odwrotny efekt. Z pielęgnacji usunęłam więc ten spray, a szamponu używam tylko raz na jakiś czas. Zamiennie myję włosy produktami Garniera i Timotei.

Odżywki, które nakładam zamiennie to Gliss Kur Fiber Therapy, Syoss Repair Therapy i Timotei Strength&Shine. Na końce, po wysuszeniu, nakładam nabłyszczający olejek Shauma Mirror Gloss, który przepięknie pachnie, delikatnie nabłyszcza i nic poza tym :)


Dziś pokaże wam stan moich włosów po użyciu tych oto produktów:






Najpierw włosy umyłam Kallosem z keratyną, Po spłukaniu piany, nałożyłam sporą ilość szamponu Mila do włosów blond. Wmasowałam dokładnie do powstania piany i pozostawiłam tak na ok 15 minut. Odżywkę Syoss nałożyłam na około 2 minuty. W tym czasie zdążyła zadziałać, włosy były bardzo gładkie i miękkie. Odżywkę spłukałam chłodną wodą.

Po odsączeniu nadmiaru wody ręcznikiem, spryskałam włosy mgiełką termoochronną Marion, rozczesałam szczotką z naturalnego włosia i wysuszyłam tak jak zwykle. Na końcu zawsze używam chłodnego nawiewu przez około minutę. We włosy wtarłam olejek Shaumy i ponownie rozczesałam włosy.

Efekt:



Po lewej zdjęcie bez użycia lampy, po prawej z lampą.


Nie, nie mam zielonych włosów :D Nie mam pojęcia dlaczego aparat tak je uchwycił przy wersji z lampą. Włosy od nasady wydają mi się zdrowe. Są raczej gładkie, nie plączą się, nie kręcą i łatwo rozczesują. Problem zaczyna się w miejscu gdzie przechodzą w jaśniejszy odcień. Tu lubią się plątać i być szorstkie w dotyku. Najwięcej roboty mam z końcówkami, których nie potrafię w pełni poskromić, chociaż i tak są w lepszym stanie niż dawniej. Niestety ale są suche i puszą się.


Zdjęcia robione bliżej światła zza okna oraz zbliżenie na końcówki:


Oba zdjęcia robione bez użycia lampy




Moje plany pielęgnacyjne na kwiecień? Pielęgnować włosy jak do tej pory, częściej olejować i zadbać bardziej o końcówki. Rozważam też podcięcie kilku cm.

A jak tam wasze włosy?

Buziaki, Andżelika :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania i obserwowania bloga! Każdy ślad Twojej obecności tutaj bardzo mnie cieszy :) Wszystkie komentarze czytam i odpowiadam na nie z przyjemnością. Chętnie również odwiedzę Twojego bloga, zostaw tylko jakiś ślad po sobie ;)

Copyright © 2014 Kuferek z Pięknem , Blogger